Afera WGI – jak to się zaczęło, na czym polega, kiedy rozprawa i wyniki śledztwa. [TYLKO U NAS]

Jak to się zaczęło?

Kto z nas, mając niewiele ponad 20 lat nie chciałby być prezesem spółki obracającej ogromnymi pieniędzmi i współpracować z szanowanymi specjalistami z dziedziny finansów i polityki? Kończąc studia, każdy młody człowiek myśli, że świat stoi przed nim otworem i nastawiony jest na to aby zarobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Takim myśleniem zapewne kierowali się Panowie Maciej S. i Łukasz K. w 1999 roku, zawiązując spółkę o nazwie Warszawska Grupa Inwestycyjna. Istnieją jednak spekulacje iż pomysłodawcami tego przedsięwzięcia byli ojcowie dwóch młodych rekinów finansjery. Warszawska Grupa Inwestycyjna Dom Maklerski S.A. została zarejestrowana nieco później bo w roku 2004 i otrzymała licencję od KNF (dawnej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd).

Właśnie dlatego część osób upatruje winy za zaistniałą sytuację w organie rządowym sprawującym nadzór nad rynkiem finansowym. Pan Maciej S. , z wykształcenia ekonomista oraz jego wspólnik – świeżo upieczony dziennikarz Pan Łukasz K. , pieniądze klientów postanowili zainwestować na międzynarodowym rynku walut. Forex jest rynkiem walutowym, na którym instytucje bankowe, rządy, międzynarodowe korporacje a także inwestorzy wymieniają waluty. Dzieje się to 24 godziny na dobę dzięki sieciom informatycznym i telefonicznym a także dzięki systemom informacyjnym takim jak Agencja Reutera. Rynek ten jest jednak dość ryzykowny a przede wszystkim nie jest nadzorowany przez żaden organ. Powodzenie inwestycji zależy więc w ogromnej mierze od strategii przyjętej przez inwestora. Pomijając zarzuty, które stawiane są prezesom spółki, doświadczeni brokerzy wypowiadali się iż bez udzielenia odpowiedniej zgody, nie inwestuje się pieniędzy emerytów w ryzykowne instrumenty. Ma to o tyle duże znaczenie ponieważ ogromną część grupy poszkodowanych stanową osoby w wieku emerytalnym, którzy często potrzebują pieniędzy na leki, zabiegi i rehabilitację. WGI od początku swojej działalności inwestując na Forexie zgłaszało zyski na poziomie 23,37 % (drugie półrocze 1999 roku). Trudno więc się dziwić, że wzbudzili zaufanie inwestorów bo w kolejnych latach (2000 – 2004) zyski wynosiły kolejno 58,39 %, 35,42 %, 21,93 %, 17,99 % oraz 14,93 %.

Niewielkie doświadczenie, wielkie nazwiska

Trudny rynek, wysokie zyski od samego początku istnienia spółki, wykształceni i energiczni młodzi ludzie. Do tego zasiadający w Radzie Nadzorczej, znani eksperci ze świata finansów i prawa – Dariusz Rosati, Witold Orłowski, Tomasz Szapiro, Bohdan Wyżnikiewicz i Henryka Bochniarz. Udało się ich pozyskać dzięki koneksjom rodzinnym jednego z prezesów – ojcem Macieja S. jest sławny Warszawski biznesmen Włodzimierz S. – założyciel najstarszego w Polsce klubu golfowego First Warsaw Golf & Country Club. Stanowiska głównego ekonomisty i analityka zajęli odpowiednio – profesor Szkoły Głównej Handlowej Richard Mbewe oraz Piotr Kuczyński. Te nazwiska nie przyciągnęły jedynie „zwykłych Kowalskich” ale również wielu ludzi popularnych w mediach telewizyjnych i radiowych. Informacje na temat spółki oraz jej obrotów na rynku walutowym stały się sprawą regularnie poruszaną we wszelkich mediach, aby utrzymać zainteresowanie i pozyskiwać nowych inwestorów, bardzo często odbywały się również konferencje i seminaria. Nie mogło na nich oczywiście zabraknąć Piotra Kuczyńskiego, Henryki Bochniarz czy Richarda Mbewe. Wszystko w dużej mierze było doskonale opracowaną grą medialną ale trzeba też przyznać, że prezesi WGI trafili na dobry czas i dobrą niszę dla tego typu działalności. Klienci często inwestowali u nich swoje oszczędności życia gromadzone od początku swojej pracy zawodowej – niekiedy były to naprawdę pokaźne sumy. Strategia sprzedaży w przypadku WGI nie ograniczała się jedynie do aktywnej promocji w mediach czy organizowanych konferencji ale również (jak podaje wielu poszkodowanych), doradcy z Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej przychodzili osobiście do siedzib firm inwestorów i w indywidualnych rozmowach przekonywali do podpisania umowy.

Bilet w jedną stronę

Jak wyglądało podjęcie współpracy z WGI Dom Maklerski? Podpisywana była umowa o zarządzanie portfelem, w którym znajdowało się kilka maklerskich instrumentów finansowych. Środki pieniężne lub instrumenty finansowe zleceniodawcy podlegały zarządzaniu inwestycyjnemu przez firmę. Zarządzanie to było oczywiście odpłatne. W roku 2005 wpis w KRS uzyskała spółka z o. o. WGI Consulting, której obligacje były skupowane przez WGI DM na rachunek swoich klientów. WGI Consulting z kolei, środki uzyskane z zakupu tych obligacji lokowała w Wachovia Securities z siedzibą w Stanach Zjednoczonych. Było to sprytne zagranie ponieważ inwestorzy zawarli umowy tylko i wyłącznie z WGI DM, które o ich inwestycji wiedziały tylko tyle ile wynikało z raportów przedstawionych przez WGI Consulting. Wszystko to było oczywiście sprytną machinacją ponieważ w praktyce, w zarządzie obu spółek zasiadały te same osoby. Na rachunkach znajdowały się praktycznie same obligacje WGI Consulting, których wysokość była ustalana przez zarząd w sposób uznaniowy – na podstawie oświadczenia. Wszystkie zyski WGI DM wynikały z faktu zbudowania ze spółek – córek piramidy finansowej. Wszelkie zgłaszane profity pochodziły z prowizji od inwestorów natomiast reszta grupy nie zarabiała na siebie. Trudno się temu dziwić skoro prawie wszystkie obligacje, które zapełniały portfel nie posiadały żadnego zabezpieczenia. Sam emitent tych obligacji nie wzbudzał zaufania ponieważ w zakres jego działalności wchodziły : działalność wydawnicza, poligraficzna, reklama a także „kształcenie ustawiczne dorosłych” i „działalność komercyjna pozostała, gdzie indziej niesklasyfikowana”, zaś produkty proponowane przez Warszawską Grupę Inwestycyjną zostały obdarzone ironicznymi nazwami WGI STABILNY / WGI GWARANCJA.

Na wysokości zadania zwykle stoi lenistwo

KPWiG (dziś KNF), latem 2005 roku powiadomiła prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez WGI Dom Maklerski. Zarzucano im między innymi nielegalne prowadzenie funduszu inwestycyjnego. Niestety, inwestorzy nie zostali o niczym poinformowani, licencja została cofnięta dopiero rok później a jedyne kroki, które zostały podjęte to kontrolowanie rachunków spółki i „wykrywanie nieprawidłowości”. Warto dodać iż kontrolowane były rachunki spółki WGI DM, której kapitał wynosił 0 zł. Do tego, oba śledztwa z tego samego roku zostały umorzone. W roku 2006 w Gazecie Wyborczej ukazał się artykuł „Spór w biurze maklerskim”, w którym jeden z inwestorów oskarża WGI o „nienależyte dbanie o jego interesy”. Do inwestycji został namówiony przez dwie Panie na spotkaniu zorganizowanym przez WGI i przeznaczył na cel inwestycji kilka milionów złotych. Artykuł w całości można znaleźć w archiwum Gazety Wyborczej. Niecały rok od zgłoszenia do prokuratury podejrzenia popełnienia przestępstwa przez WGI, KNF cofnęło licencję na prowadzenie działalności maklerskiej. Od tamtej pory w sądach nadal toczą się postępowania w tej sprawie. Poszkodowani mają natomiast coraz mniejsze nadzieje na odzyskanie zainwestowanych środków. Głównym zarzutem wobec prezesów WGI jest prowadzenie podwójnej księgowości. Inwestorzy otrzymywali raporty, z których wynikało, że osiągają ogromne zyski, natomiast z raportów przesyłanych do nadzoru – Komisji Papierów Wartościowych i Giełd wynikało zupełnie co innego. Łącznie, ilość poszkodowanych w tej sprawie to około 1200 inwestorów a zdefraudowana kwota sięga około 340 milionów złotych. Managerowie spółki brali kredyty, których zabezpieczeniem były pieniądze inwestorów, a za uzyskaną kwotę kupowali nieruchomości na terenie Stanów Zjednoczonych.

Stare grzechy mają długie cienie

KPWiG po cofnięciu licencji wydała nakaz rozwiązania umów zawartych pomiędzy WGI DM a inwestorami, a co za tym idzie – wypłacenie im sumy zainwestowanej na początku. Do tego nakazu WGI się oczywiście nie zastosowało. Dlaczego? Gdy w czerwcu 2006, spółka ogłosiła upadłość, powołany został syndyk aby zarządzać jej środkami. Okazało się wtedy, że majątek firmy stanowi zaledwie 200 000 zł oraz rachunek w Wachowia Securities, na którym znajdowało się jednak o wiele mniej środków niż powinno (33 miliony dolarów). Z samym powołaniem syndyka już pojawiły się problemy ponieważ zażądał on ogromnej zaliczki za samo podjęcie się sprawy. Pieniędzy na ten cel oczywiście nie było więc zgodnie z postępowaniem każdy z poszkodowanych musiał wpłacić na rzecz syndyka kwotę o równowartości około 0,7% straconej sumy pieniędzy. Tuż przed ogłoszeniem upadłości spółki, z rachunku inwestycyjnego WGI Consulting w Wachowia Securities zniknęło 25 milionów dolarów. Co stało się z tymi pieniędzmi? Do dzisiaj nie wiadomo. Sprawa prawdopodobnie nigdy nie zostanie całkowicie rozstrzygnięta ponieważ spółka posiada jedynie niepełną i bardzo niedokładną dokumentację. Usunięto z niej dane dotyczące klientów, nie ma możliwości określenia kwoty zainwestowanej i zdefraudowanej. WGI nie posiadało również dokumentacji papierowej, dzięki której można by prześledzić historię konkretnych rachunków i stwierdzić ile każdy z inwestorów stracił. Dodatkowo różnice pomiędzy kwotami zysku deklarowanymi przez WGI a stanem faktycznym były ogromne. Jeden z inwestorów swego czasu otrzymał informację, że na jego rachunku znajduje się 160 tysięcy złotych podczas gdy w rzeczywistości kwota ta była 4 razy mniejsza. Nieprawidłowości pojawiają się nawet w liczbie klientów WGI oraz ilości otworzonych przez nich rachunków. Prokuratura określa liczbę wierzycieli WGI w ilości 1400 (2219 rachunków), natomiast KPWiG donosi iż rachunków było 2035 a ich właścicieli – 1837.

Ostatecznie udział inwestycji na rynku Forex wynosił pomiędzy 1 a 5 % portfela spółki. 95-99 % było lokowane w obligacje WGI Consulting. Po ogłoszeniu upadłości spółki, prezesom odebrano jedynie paszporty i nałożono pięcioletni zakaz zasiadania w spółkach. Rozpoczęły się dwa postępowania – jedno przeciwko WGI Consulting a drugie przeciw WGI Dom Maklerski. Pierwsze trwało niemal 6 lat i w jego wyniku, prezesów WGI oskarżono o podawanie nieprawdziwych informacji w księgach oraz o nie ogłoszenie upadłości pomimo iż spółka była już na skraju bankructwa. Drugie śledztwo doprowadziło do postawienia zarzutów dotyczących przywłaszczenia mienia o znacznej wartości. Za wszystkie te zarzuty groziłaby im kara nawet 12 lat więzienia… gdyby nie fakt iż w roku 2015 pierwsze zarzuty uległy przedawnieniu. Absurdu ciąg dalszy – w 2013 roku prokuratura wniosła o umorzenie śledztwa z powodu braku dostatecznej ilości materiałów dowodowych, braku znamion czynu zabronionego, nie wykrycia sprawcy oraz rzekomo niskiej szkodliwości społecznej.

Mecenas Robert Nogacki, który reprezentuje poszkodowanych w aferze WGI wypowiadał się na ten temat w następujący sposób : „[…]Rozległe śledztwo w tak oczywistej sprawie błądzi na manowce. Nie wiem, czy jest to niekompetencja, czy świadome działanie, że stawia się peryferyjne zarzuty osobom odpowiedzialnym za to gigantyczne oszustwo.”

Kim są poszkodowani?

Warto podkreślić iż poszkodowani inwestorzy to nie tylko ludzie zamożni, z pierwszych stron gazet. To także osoby, które pracując za granicą przez kilka lat, wrócili do Polski aby zainwestować zgromadzone środki, za które później chcieli wybudować dom. Poszkodowanymi są również chorujący, którzy potrzebują pieniędzy na ciągłe leczenie a regularne inwestowanie miało im pomóc to leczenie opłacić. Warto wspomnieć również o poszkodowanej uczestniczce Powstania Warszawskiego, która została namówiona na inwestycję w WGI. Obiecano jej wypłacenie pieniędzy, których potrzebowała na kosztowną operację w Szwecji. Finalnie, do Szwecji pojechała i operacja prawie by się odbyła ale pieniądze nie przyszły do dnia dzisiejszego. Większość inwestorów, którzy utracili środki w związku z aferą należy do 3 grupy poszkodowanych. W pierwszej znajdują się… pracownicy Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej i to oni w pierwszej kolejności mają otrzymać rekompensaty.

Początek końca?

W sądzie nie zapadł jeszcze wyrok w pierwszej instancji. Wydawałoby się, że sprawa z 2006 roku powinna już dawno być zakończona lub chociaż zbliżać się ku końcowi. Jednak tkwiła ona bardzo długo w prokuraturze a podczas postępowania sądowego, mecenas reprezentujący oskarżonych złożył wniosek o powołanie biegłych. Aby wydali oni opinię, należy czekać pół roku. Sprawa przeciąga się ponieważ jest bardzo skomplikowana, poszkodowanych jest ponad 1000 inwestorów dlatego nie może dojść do zaniedbania na żadnym z etapów postępowania. Najbliższa rozprawa odbędzie się 13 grudnia 2017 roku. Nowi biegli mają za zadanie ocenić racjonalność stosowanych przez WGI instrumentów finansowych w stosunku do deklarowanych strategii inwestycyjnych, prawidłowość prowadzenia dokumentacji spółek oraz to czy raporty powinny uwzględniać rzeczywiste transakcje czy również przewidywane wyniki. Należy też zająć się obligacjami WGI Consulting, wykorzystaniem linii kredytowej z Wachowia Securities oraz przede wszystkim trzeba sprawdzić czy kwoty roszczenia poszkodowanych zostały wyliczone prawidłowo. Bez wątpienia afera dotycząca WGI jest sprawą złożoną oraz ze względu na prowadzenie szczątkowej dokumentacji, dojście do tego co się stało i jaka jest rzeczywista kwota zdefraudowana, a ile z tych pieniędzy zwyczajnie zostało stracone na inwestycji. Póki co, czekamy na rozprawę 13 grudnia, a co będzie dalej – czas pokaże.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *