FinCrea Afera. Jak ukryć oszustwo w widocznym miejscu?

 FinCrea – Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych w 2012 roku rozpoczęło dystrybucję certyfikatów czterech funduszy – Inwestycje Selektywne, Inwestycje Rolne, Vivante i Lasy Polskie. Kolejny już raz mamy do czynienia z sytuacją, w której do Banku przychodzi człowiek chcący założyć zwykłą lokatę, a wychodzi z trefnym produktem inwestycyjnym. Tym razem spotkało to klientów Alior i BOŚ Banku. Byli oni przekonywani do zainwestowania swoich oszczędności w tak zwany fundusz zamknięty.

Jest to z założenia bardziej ryzykowna forma inwestowania niż w zwykłym funduszu otwartym, daje jednak możliwości inwestycji w aktywa niedostępne dla innych oraz nie dotyczą ich bardzo restrykcyjne limity inwestycyjne. Jednak to, co przekonało między innymi klientów Alior Banku i BOŚ Banku to gwarancja udzielona przez twórcę funduszy -grupę W Investments (później Baltic Bridge). Jest to działający od 2000 roku, holding spółek, wcześniej nazywający się Internet Group. Zajmuje się on projektowaniem i wdrażaniem programów marketingowych, wspierających sprzedaż. W Investments zadeklarował, iż w wypadku nieosiągnięcia zysków na pułapie od 5 do 10% – sam wypłaci różnice. Dodatkowo, zapewniano, iż pieniądze z funduszu będzie można bez problemu wyciągnąć. Tymi obietnicami udało się przekonać około 2 000 obecnych poszkodowanych, którzy łącznie zostali oszukani na kwotę 500 milionów złotych. Udział klientów Alior Banku w tym zostawieniu wynosi aż 300 000 000 zł. Warto dodać, że inwestorami nie byli „zwykli Kowalscy” – minimalna kwota, którą należało zainwestować wynosiła 40 000 euro (kwota regulowana przez przepisy), czyli ponad 160 000 złotych. Owszem, byli i tacy, którzy powierzyli funduszowi kilka milionów, ale również bardzo wiele poszkodowanych, zainwestowało oszczędności życia lub zaciągnęło pożyczki, aby móc zakwalifikować się do inwestycji w fundusz. [..]Sprzedaliśmy z mężem dom na wsi. W styczniu 2016 r. za namową doradcy w Alior Banku prawie 195 tys. zł wpłaciłam do funduszu, który miał inwestować w ziemię rolną. Zapewniano mnie, że to świetna inwestycja – opowiada pani Ewa. Po roku wycofała pieniądze. – W czerwcu 2017 r. dostałam niecałe 3 tys. zł. Od tamtej pory ani grosza więcej. Takich historii jest oczywiście mnóstwo. A pieniędzy jak nie było, tak nie ma. Inwestorzy tracą powoli nadzieję na odzyskanie czegokolwiek.

Nieznajomość zła jest złem?

Banki oczywiście zarzekają się, iż o ryzyku utracenia wszystkich wpłaconych środków, nie miały pojęcia, poszkodowanym zaś oferują pomoc prawną. Teatrzyk uprawiany przez banki działa natomiast świetnie. Alior Bank wydał nawet specjalne oświadczenie w tej sprawie:

W momencie wprowadzania certyfikatów inwestycyjnych do dystrybucji, wedle ówczesnego stanu wiedzy oraz prognoz finansowych, stanowiły one atrakcyjną, wysoko ocenianą inwestycję alternatywną. Odpowiadać za zgodność działania funduszy z prawem oraz dbać o interes inwestorów miał depozytariusz – Raiffeisen Bank Polska. Fundusze zostały również objęte gwarancjami ze strony spółki Baltic Bridge. Bank nie składał oświadczeń w sprawie gwarancji osiągnięcia określonych zysków. Informował jedynie o gwarancji wystawionej przez inny podmiot. Bank pełnił jedynie rolę pośrednika przy sprzedaży udziałów uczestnictwa w ww. funduszach. Klientom, którzy byli zainteresowani inwestycją w certyfikaty funduszy W Investments, bank zapewnił dostęp do informacji o związanym z nią ryzyku”

Jednak czy to możliwe, aby te banki nie sprawdziły dokładnie produktu, który później reklamowały swoją wiarygodnością i marką? To należy pozostawić do indywidualnej oceny. Co podziało się z gwarancją oferowaną przez W Investments? Holding sprytnie wykręcił się z odpowiedzialności i zadeklarował, iż nie jest w stanie zweryfikować wycen majątku funduszy. W 2016 roku W Investments wyznaczyła firmę zarządzającą funduszami i sprzedało je. Fincrea jednak nie wypłacała pieniędzy ani przed zmianą zarządzającego ani po zmianie. Nowy zarządzający, czyli Meridian Fund Management ma związek z wieloma innymi podejrzanymi transakcjami. Znowu mamy do czynienia z magicznym znikaniem pieniędzy z portfela inwestycyjnego. Ciężko prześledzić gdzie trafiały środki – były lokowane nawet w cypryjskich spółkach, takich jak spółka Winterfox, których wartość była następnie sprowadzana do zera. We wspomnianej wcześniej spółce, fundusz ulokował 37,5 miliona złotych. Komplikacje wynikają między innymi z tego, że każdy z funduszy, nabywał lub tworzył spółki celowe za pomocą, których miał realizować swoją strategię inwestycyjną. Znacznie utrudniało to możliwość kontrolowania gdzie trafiają pieniądze i czy jest to faktycznie korzystna inwestycja.

Dobre intencje mają złą reputację

Problemy z wypłacalnością są spore, pomimo iż grunty, lasy i nieruchomości, w które inwestował fundusz rolny i leśny, teoretycznie powinny być coś warte. Zysk takiej inwestycji miał pochodzić między innymi z unijnych dofinansowań czy handlu drewnem. Istotną rolę odgrywał też przyrost wartości nieruchomości w dalszej perspektywie wynikający ze zniesienia dwunastoletniego okresu ochrony ziemi rolnej i lasów przed wykupieniem ich przez obcokrajowców. Jak można się oczywiście domyślić – wielkie plany nie wypaliły z powodu zmian w prawie, wprowadzonych w 2015 roku. Wzrost cen nieruchomości rolnych i leśnych przestał być realną perspektywą a co za tym idzie, na próżno było szukać zysków na tych funduszach. Bardzo możliwe, iż środki, które były w obrocie zostały „pożyczone” innym funduszom – na przykład funduszowi Vivante.

Vivante inwestować miał w kolejny szczytny cel a mianowicie luksusowy dom spokojnej starości. Zanim jednak zostały podjęte jakiekolwiek działania, fundusz postanowił zbyć inwestycję. Po roku od ogłoszenia sprzedaży przedsięwzięcia, nikt nie zgłosił się do przejęcia projektu, żadne prace nad jego realizacją nie zostały podjęte a za wszystko jak zwykle zapłacili inwestorzy. Fundusz Inwestycje Selektywne, prawdopodobnie również otrzymał pożyczkę od funduszy rolnych i leśnych. Pieniądze miał lokować w wierzytelności oraz w małe firmy. To w tym funduszu wszystko się posypało – doszło do transakcji, które spowodowały rozpoczęcie się spekulacji na temat kondycji funduszy i intencji zarządzających nimi podmiotów. Wydarzyło się to tuż przed sprzedaniem funduszy firmie Meridian Fund Management, która wykorzystuje sytuację aby się obronić – zanim fundusze zostały przez nich przejęte, DM W Investments wyprowadziło z nich sporą część środków. Jednak zamiast przyznać się do błędu lub chociaż ustalić w miarę przejrzystą wersję tego, co się stało, wszystkie podmioty uczestniczące w aferze z FinCrea, przerzucają się nawzajem oskarżeniami. Fakty są jednak przerażające – fundusze wykazały straty na poziomie 99%, a w takiej sytuacji, ktoś musi zostać pociągnięty do odpowiedzialności.

Po nitce do kłębka

Śledczy z Łodzi, którzy zajmują się tą sprawą, próbują ustalić takie fakty jak to czy rzeczywiście dochodziło do wyprowadzania pieniędzy z funduszy, kto był za to odpowiedzialny a przede wszystkim gdzie środki trafiały i czy można je zabezpieczyć, aby zostały zwrócone inwestorom. DM W Investments oraz Meridian Fund Menagment, które zarzązały funduszami, są solidarnie odpowiedzialne za poniesione straty. Sporym problemem jest jednak ich wypłacalność. Za szkodę inwestorów odpowiedzialny jest również sam FinCrea TFI, ponieważ przekazanie funduszy w zarządzanie innym podmiotom nie zwalnia go z czuwania nad inwestycją. Ostatnim z podmiotów odpowiedzialnych jest depozytariusz – Raiffeisen Bank Polska, który jeśli chodzi o kontrolowanie aktywów, zdecydowanie nie stanął na wysokości zadania. Sprawdzał zbyt pobieżnie czy w papierach wszystko się zgadza i nie zadawał zbyt wielu pytań. Oprócz interesów klientów, na aferze bardzo ucierpiała też reputacja banków sprzedających certyfikaty. Alior próbuje ratować się pomocą prawną klientom – między innymi składa pozwy o zapłatę, a także dąży do likwidacji funduszy Vivante i Selektywny. Czas pokaże, na co zdadzą się te starania. Nie wykazała się również Komisja Nadzoru Finansowego, która kolejny raz podejmuje decyzje szkodliwe dla społeczeństwa lub nie podejmuje ich wcale. Nie monitoruje zagrożeń i nie prześwietla funduszy pod kątem prowadzenia inwestycji zgodnej ze statutem, czyli zawartą z inwestorami umową. KNF w listopadzie 2017 roku nałożyło na FinCrea TFI karę w wysokości 5 milionów złotych oraz cofnęła zezwolenie na wykonywanie działalności. Wśród zarzutów znalazło się głównie naruszenie Ustawy o Funduszach Inwestycyjnych, czyli nie wykonywanie bieżącego nadzoru nad podmiotem, któremu powierzono zarządzanie portfelem. Oprócz tego, fundusze naruszały postanowienia statusu dotyczącego wykupu certyfikatów inwestycyjnych od 30 czerwca 2016 do 30 czerwca 2017. Przez maksymalnie trzy miesiące, fundusze kierowane przez FinCrea nie będą mogły emitować ani wykupywać certyfikatów inwestycyjnych. Jeżeli nie przejdą one w zarządzanie innych funduszy, po trzech miesiącach zostaną rozwiązane. Kolejny raz przekonujemy się, aby nie iść ślepo za obietnicami krociowych zysków i rzekomych gwarancji zwrotu kapitału a nawet kapitału z rekompensatą, jeśli inwestycja nie przyniosłaby oczekiwanych zysków. Wybierajmy sprawdzone fundusze, które mają za sobą wieloletnie doświadczenie, a przede wszystkim realne zyski inwestycyjne.

2 thoughts on “FinCrea Afera. Jak ukryć oszustwo w widocznym miejscu?”

  1. Coraz więcej osób zgłasza się do kancelarii, która organizuje pozew przeciwko Aliorowi, Raiffasien oraz Fincrea. Uważam, że to słuszny tor, gdyż trzeba szukać różnych mozliwości, a nie czekać tylko na to co zaproponuje Alior.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *